O Autorze

Witaj. Nazywam się Bartosz. Jestem  autorem bloga Kategoria B. Na początek parę słów o mnie. Zawodowo zajmuję się komunikacją w……mediach społecznościowych. Pracuję z markami, analizuje dane itp.

Jestem  tatą małej Neli, pasjonatem motoryzacji, i mężem i partnerem swojej żony. Na codzień rozwijam swoją pasję do komunikacji w niewielkim wydawnictwie.

Właśnie z powodu córki i pracy stworzyłem tego bloga o motoryzacyjnym lifestylu i komunikacji drogowej. Chciałem podzielić się swoją wiedzą, obserwacjami i doświadczeniami. Przy okazji opowiadając ciekawe historie.

Zapraszam Cię do bloga Kategoria B. Pisze tu o ciekawostka związanych ze światem motoryzacji, mojej drodze do prawa jazdy i o tym co można nazwać motoryzacyjnym life stylem. Jeśli jesteś kierowcą, kandydatem czy po prostu lubisz dobre historie, to jest miejsce dla Ciebie.

Skąd pojawiła się moja pasja do samochodów i motoryzacji?

W dzieciństwie byłem strasznym introwertykiem. Nie odpowiadało mi zbytnio przebywanie w towarzystwie rówieśników. Z drugiej strony tak jak każde dziecko byłem ciekawy świata. Obserwowałem co się dzieje dookoła mnie i zaciekawiony zadawałem ogromne ilości pytań. Co, gdzie, jak, kiedy, dlaczego?

Te ważne kwestie byli w stanie wytłumaczyć mi tylko dorośli.

Miałem to szczęście trafić na cierpliwych rozmówców, jak moi sąsiedzi. (to były czasy, gdy sąsiedzi się znali). Pani Ela, Pan Arek i ich synowie Jacek i Kamil.  Zaprzyjaźniliśmy się bardzo. Spędzałem z nimi długie godziny w garażu i warsztacie,

A oni cierpliwie odpowiadali na moje pytania. Pokazywali urządzenia, części i wyjaśniali jak działają i do czego służą.

Pan Arek nawet pozwolił mi pomagać w procesie dbania o samochód. Oczywiście na tyle, na ile pozwalały możliwości kilku latka. To było coś wspaniałego. TYM samochodem była klasyczna Syrenka 105. Piękny kremowy sedan, egzemplarz z początku lat80-tych.

Później jeździliśmy razem z chłopakami i Panią Elą na działkę, gdzie poznawałem świat roślin. Jednak to temat na inną historię.

Gdy poznałem już budowę auta od podszewki, z czasem pojawiły się pytania czy można ten ,,dżinks” (części) zastąpić innym? Zawieszenie na resorach, piórowych, ktoś nie rozwiązał tego w odmienny sposób?

To już były pytania kilkunastolatka, które roztrząsałem w gronie przyjaciół. Szczególnie długo i zacięcie dyskutowałem z moim ,,bratem bliźniakiem”, na temat wyższości Francuzów nad Niemcami.

Z czasem, prawo jazdy stało się kolejnym krokiem na drodze do rozwijania pasji poznawania. Niestety na przeszkodzie stanął system. Kurs, egzamin teoretyczny, praktyczny. Sala wykładowa stała się salą tortur, a długie godziny wykładania teorii, męczarnia po całym dniu w liceum.  Egzaminy w WORD też były mocno zniechęcające.

Po kolejnym podejściu do teorii poddałem się.

Jednak ruch drogowy nie dawał mi spokoju. Studiując prawo, mój wykładowca od karnego z lubością tłumacząc różne pojęcia od winy po stadia popełnienia czynu z lubością przywoływał przykłady z życia kierowcy.

Teoria kradzieży była wykładana na przykładzie złodziei samochodów. Słyszeliście chyba o ,,czasowym zaborze mienia”?  Wziął bo chciał się przejechać…. Itd.

Przebrnąłem przez to na 4. J [u naszego wykładowcy uzyskanie oceny 5 to był wyczyn. Bardzo dobry otrzymały 3 na 100 osób].

Czas płynął, a prawko dla mnie, mieszczucha wydawało  się zbędne. Zawsze w grupie była dobra dusza, gotowa być kierowcą.

Całkiem niedawno zdarzyła się taka sytuacja, że znów znalazłem się w warsztacie. Poprosili mnie o pomoc w demontażu pojazdu mechanicznego.

Wspomnienia ożyły. Kiedy rozkręcaliśmy znów padały słowa, silnik, głowica, cylindry, kolektor, skrzynia biegów, zawory….i zapach olejów i smarów.

Choć mam już wiedzę o samochodach i przepisach, nadal zadaję pytania i szukam odpowiedzi. Choć wiem jak to działa, to świat motoryzacji się zmienia. Co do prawa jazdy i egzaminów, to nauczyłem się jak konstruować testy i odpowiadać na pytania. Zły czar prysł i  nie boje się, przystąpić/że nie zdam [do] teorii.

O temacie mojej drogi do prawa jazdy piszę również na blogu. Poza tematami nawiązującymi do mojego motoryzacyjnego bzika.

Ps. To był warsztat Taty, a pojazdem rozkładanym nie było nic innego jak wielki ciągnik rolniczy prosto z fabryki Ursusa. Tata jest mechanikiem z zamiłowania, a ja podzielam jego pasję.

Bartosz #KategoriaB